Urząd wojewódzki co miesiąc wydaje kilkaset złotych, by śledzić swoje służbowe samochody.
W ostatnich dniach władze Jaworzna pochwaliły się, że radiowozy tutejszej policji będą miały GPS-y, dzięki czemu oficer dyżurny będzie wiedział, gdzie są jego koledzy i kto z nich ma najbliżej np. do wypadku czy na pilną interwencję.
Okazuje się, że nadzór nad swoimi samochodami ma urząd wojewódzki, który wydał prawie 20 tys. zł na montaż GPS-ów w 25 służbowych samochodach. Oprócz tego co miesiąc płaci prawie 800 zł prywatnej firmie za obsługę systemu.
Katarzyna Wiencek, dyrektor biura inwestycji w urzędzie, przekonuje, że bieżące monitorowanie pojazdów ułatwia zarządzanie flotą oraz zapewnia lepszą kontrolę zużycia paliwa. Nadzorem nie objęto jednak limuzyny wojewody i jego zastępców.
Sprawdziliśmy, czy i inne urzędy uznały, że muszą stale śledzić swoje samochody. Jakub Jarząbek z biura prasowego katowickiego magistratu mówi, że nie ma takiej konieczności. - To niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Ufamy naszym kierowcom. Gdy wiozą pasażera, za każdym razem wypełniana jest karta pojazdu. To w zupełności wystarcza - uważa.
- U nas taki wydatek trudno byłoby uzasadnić z punktu widzenia logistyki. Obowiązuje system raportowania o przejechanych kilometrach i zużyciu paliwa. W przypadku kursów poza województwo wypisywane są delegacje. Poza tym możemy utrzymywać kontakt z kierowcami przez telefon - wyjaśnia Witold Trólka z biura prasowego marszałka. źródło: gazeta.pl