Na dworze mróz daje się we znaki, czasem nie pomagają nawet puchowe kurtki i futrzane czapki. Ale jest jeden, niezawodny sposób na rozgrzanie – przytulanie! Szczególnie dziś, w Światowy Dzień tego, jakże miłego, gestu.
Co nam daje przytulanie? Wbrew pozorom nie tylko redukuje niepokój i stres, daje poczucie bezpieczeństwa, wycisza i uspokaja emocje. Gdy się przytulamy, serce zwalnia tempo, spada ciśnienie krwi. Organizmy osób, które doświadczają bliskości innych są bardziej odporne, lepiej radzą sobie z wirusami, a nawet komórkami nowotworowymi. Przytulanie nie tylko wpływa na odporność i działa jak tabletka przeciwbólowa, może być także skutecznym środkiem ułatwiającym zasypianie i głęboki sen.
Badania naukowe dowiodły, że pary, które się często przytulają są bardziej zadowolone ze związku, a partnerów łączy głęboka więź emocjonalna. Przytulanie buduje bliskość i intymność między kobietą i mężczyzną, wyraża czułość i wzmaga poczucie bezpieczeństwa.
Według antropologów, dla kobiety ten gest jest oznaką poświęcenia mężczyzny dla niej i dla ich wspólnego potomstwa. Poza tym przytulanie powoduje wydzielanie oksytocyny, hormonu wydzielanego również m.in. podczas porodu i karmienia piersią, związanego z budowaniem bliskich relacji, więzi rodzinnych i zaufania.
Bardzo ważne jest też przytulanie dzieci. Liczne badania pokazują, że maluchy, które są pozbawione ciepła i kontaktu fizycznego rozwijają się znacznie gorzej niż te, których potrzeba bliskości zostaje zaspokojona. Już na początku XX wieku John Hopkins zauważył, że brak dotyku zmniejsza szansę niemowląt na przeżycie. Odkrył, że w sierocińcach, w których koncentrowano się jedynie na potrzebach fizjologicznych trafiających tam niemowląt, większość z dzieci nie dożywała nawet roku.
Ciekawe badania przeprowadził psycholog, Harry Harlow. Nie zgadzał się on z opinią większości kolegów po fachu, którzy twierdzili, że przywiązanie jest związane jedynie z pobudkami czysto praktycznymi, bo naszą największą potrzebą jest przeżycie.
Uważali też, że bliskość między dzieckiem a rodzicem tworzy się w wyniku dostarczania potomkowi pożywienia i zaspokajania jego potrzeb fizycznych.
By udowodnić, że się mylą, Harlow przeprowadził eksperyment na młodych makakach. W chwili urodzenia oddzielił młode małpki od ich biologicznych matek. Zastąpił je dwiema sztucznymi "opiekunkami": jedną drucianą, drugą z tkaniny frotte. Co się okazało? Małe małpki zdecydowanie wolały "matkę" z miękkiego materiału, nawet jeśli pokarm mogły czerpać tylko od "matki" drucianej.
Makaki szukały bliskości z opiekunką, do której mogły się przytulić, szczególnie w sytuacjach, w których odczuwały strach: słyszały niepokojące hałasy, widziały zagrażające przedmioty. Badacz zaobserwował, że gdy małpki zaczynały wykazywać chęć poznawania świata wokół, co jakiś wracały do znanego, przyjemnego w dotyku przedmiotu. Sama możliwość przytulenia, nawet do nieożywionego obiektu, działała kojąco na zwierzęta. Kontakt z nim był dla nich źródłem pocieszenia, którego makaki potrzebowały w chwilach niepewności. Eksperyment wykazał, że to co ma wpływ na tworzenie się więzi, to w dużym stopniu utrzymywanie bliskości fizycznej.
Jak widać, z przytulania płyną same korzyści – i dla ducha i dla ciała rzecz jasna. Dlatego nie szczędźmy sobie czułości, nie tylko od święta ;) ok