Nowa ustawa o refundacji leków wzbudza wiele kontrowersji i powoduje znaczny skok ciśnienia zarówno u lekarzy i aptekarzy, jak i u pacjentów - także w Żorach.
Zgodnie z ustawą, która weszła w życie dokładnie w niedzielę, lekarze są zobowiązani sprawdzić za każdym razem, czy dany pacjent posiada ważne ubezpieczenie, a także wpisać na receptę poziom refundacji leku. Te zapisy wywołały ogólnopolski bunt, w wyniku czego lekarze zaczęli wystawiać recepty z przybitą pieczątką „Refundacja do decyzji NFZ”. Podobnie jest w Żorach.
- Jesteśmy przychodnią, która należy do Porozumienia Zielonogórskiego i Śląskiej Izby Lekarskiej, dlatego włączamy się do protestu – mówi nam dr Róża Cichy-Jania z Eskulapu. – Osobiście uważam, że wszyscy lekarze na Śląsku powinni protestować przeciwko tym zapisom. Wykaz leków refundowanych jest mało czytelny, poza tym po wydrukowaniu to około 90 stron, więc sprawdzenie zajmie sporo czasu. Do tego są tam ujęte nazwy chemiczne, a gdyby tego było mało, jesteśmy zobowiązani na każdej recepcie określić wysokość refundacji – dodaje.
Aptekarze podchodzą do sprawy dość ostrożnie. Co prawda w większości aptek w mieście recepty z pieczątką są wydawane, jednak musimy liczyć się z koniecznością okazania dokumentu poświadczającego, że jesteśmy ubezpieczeni. – Większość recept, z którymi przychodzą do nas pacjenci, jest opatrzona pieczątką – przyznaje pracownik apteki „Vivax”. – Realizujemy je normalnie, jednak prosimy o okazanie odpowiedniego dokumentu.
W niektórych aptekach musimy jednak liczyć się z tym, że jeżeli dany lek jest refundowany powyżej 50 proc., a na recepcie widnieje pieczątka, możemy otrzymać najniższą z możliwych zniżek, czyli tylko 30 proc. ok